Tom E4 404
WYBÓR RUT
Nie proś mnie, Orpie, jeśli chce, odejść daj,
Gdy Moab jeszcze dla niej wartość ma.
Ja nie wiem, czym ojczysty kraj,
Dróg tu nie kocham ani znam.
A ręka, która dziś mnie wiedzie,
Niech wciąż prowadzi, z Tobą na przedzie.
Nie proś mnie, nieważne w jakim stanie
Droga wybrana nam przez Ciebie,
Gdziekolwiek będzie Twe mieszkanie,
Zamieszkam chętnie jak u siebie.
Dla Ciebie zrzeknę się wszystkiego
Lud Twój za swój uznam i Boga za swojego.
Nie proś mnie, gdy życie ujdzie
I w śmierci, Matko, będziesz stanie,
W dolinie cienia będę, dokąd pójdziesz,
Gdzie grób Twój z ziemi, spocznę na nim.
Twój Bóg i Ty – me gwiazdy na niebie,
Nawet śmierć sroga nie rozdzieli nas od siebie.
Córko Moabu, wzorze szlachetności!
Dalej, przed siebie, do ziemi obiecanej!
Tam świeci słońce sprawiedliwości;
Tam mieszka dla Boga lud wybrany.
Mleko i miód tam będziesz piła,
I w Bogu Jehowie będzie Twoja siła.
Obcym Ci teraz będzie płacz wdowy,
Czas na żałoby pożegnanie;
Radości powód pojawi się nowy,
Łoża ślubnego nowe przyodzianie.
Licznym potomstwem będziesz obdarzona
I wielcy królowie wyjdą z Twego łona.
Zacniejsze jeszcze obietnic nasienie
Twoją poczuje w żyłach życia krew;
Krwią swą dla grzesznych kupi wybawienie,
Szatana piętą zetrze, jak głosi pieśń.
Zaszczyt odpocznie na Twoim imieniu,
Udział Twój pojmą w błogosławieniu!